jeśli zostawisz coś po sobie będę bardzo wdzięczna :)

piątek, 18 marca 2016

Rozdział 3

Odsunęłam się od niego zajmując wcześniejsze miejsce na piasku. Miałam wrażenie, że moje serce za chwile wyskoczy mi z klatki piersiowej, a guła w gardle uniemożliwiała wypowiedzenie najprostszego słowa.
- Wyprowadzam się- sapnęłam cicho
- Co?- szybko odwrócił głowę i spojrzał z niedowierzaniem.
- To co słyszałeś... Zostawia nas.- powiedziała Miśka odpalając papierosa. Chłopak zrobił krok bliżej i upadł przede mną na kolana.
- Nie możesz... Po prostu nie ma takiej opcji...
- Przestań. Wiesz, że to nie ode mnie zależy.
- Ja... Wyjadę z tobą... Coś wymyślę.
- Jak ty to sobie wyobrażasz?! Już widzę jak rodzice pozwolą ci jechać na prawie że drugi koniec polski na jakąś wieś.- lekko pochyliwszy się nad chłopaka zaczęłam gładzić go po plecach. Ten ruch sprawił, że jego głowa wylądowała na moich nogach. Myślę, iż chciał się trochę odstresować i pobyć chwile z tym co mu właśnie wyznałam. Dłonią kreślił małe kółka na pisaku. Chwilami delikatnie zahaczał palcami o moją łydkę, sprawiało to, że na moim ciele pojawiał się lekki dreszczyk.
Było mi go niesamowicie szkoda. Wplotłam dłoń w jego włosy mierzwiąc je. W zamian otrzymałam mokry pocałunek w udo. Oparłam głowę o mur, przymknęłam oczy. Poczułam, że ktoś się opiera o moje ramię. Była to oczywiście Miśka. Szturchnęła mnie lekko zmuszając abym podniosła powieki. Podała mi tlącą się lufkę, którą wsadziłam pomiędzy wargi.
Kiedy zaczęło robić się ciemno postanowiliśmy wrócić do domu. Choć Sebastian mieszkał w całkiem innym kierunku niż ja postanowił mnie odprowadzić. Najpierw odstawiliśmy Miśkę, a następnie poszliśmy w stronę mojego mieszkania.
Zatrzymaliśmy się przed wejściem na klatkę schodową.
- Więc... Kiedy wyjeżdżasz?- zapytał łapiąc mnie za biodra
- Chyba jutro rano.- patrzyłam w jego oczy błyszczące od wypitego alkoholu
- Wiesz, ze bardzo mi na tobie zależy i nie chce cie tak po prostu stracić?
- Domyślam się, ale nie mogę zostać. Przecież wiesz.
- Chciałem żebyś wiedziała.
- Myślisz, że ja chce tam jechać?- przytuliłam się do jego klatki piersiowej- sto razy bardziej chciałabym zostać tutaj, z wami. Po  tym co dzisiaj powiedziałeś to nawet tysiąc. Teraz będą wakacje więc będziemy się widywać, a później coś wymyślimy.
- Masz rację.- ucałował mnie w czubek głowy. Dłuższą chwile trwaliśmy w uścisku.
- To co? Do jutra?- zapytałam
- Do jutra.- pocałowaliśmy się na pożegnanie.- dasz radę wejść sama?
- Oczywiście. Bardziej martwiłabym się o ciebie.- zaśmiałam się popychając ciężkie drzwi.
Weszłam najciszej jak potrafiłam do mieszkania. Nie chciałam nikogo obudzić, ale kiedy zobaczyłam, że telewizor w salonie jest włączony, przestałam się skradać.
- Cześć kochanie. Wreszcie jesteś.- rzuciła moja mama
- Hej mamo. Ten dzień był straszny, a jednocześnie najlepszy.
- Poczekaj. Zanim zaczniesz mi opowiadać co i jak zadam ci pytanie. Ile wypiłaś?
- Spokojnie mamo.- zaśmiałam się cicho- niedużo.
- No dobrze.- poklepała miejsce obok siebie, zachęcając abym usiadła i opowiedziała jak mi minął dzień. Opowiedziałam jej wszystko. Zaczynając od szluga za szkołą aż po pożegnanie z Sebastianem. Bardzo ją kocham. Rozumie mnie i nie robi problemów z tym, że chcę sie wyszaleć i czasem przychodzę do domu nietrzeźwa. Nie to co ojciec. Według niego mam być grzeczną dziewczyną, która wraca do domu przed 21. Moja rodzicielka na szczęście zawsze mnie broniła i kombinowała abym nie miała problemów. Dlatego jest najlepsza.
- Idź spać, umyjesz się rano bo obudzisz tatę.
- Kocham cię mamo.
- Ja ciebie też. Dobranoc.- wyłączyła telewizor udając się do sypialni.
Zaświeciłam światło i wyglądnęłam zza okno. Sebastian wciąż tam stał. Pewnie czekał na jakiś znak, że bezpiecznie dotarłam do mieszkania. Machnął ręką i odszedł w swoją stronę.
Przebrałam się w piżamę, rzuciłam na łóżko i po chwili zasnęłam.
***
- Alicja wstawaj.-usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i głos mojej mamy- o Jezu otwórz tu okno dziecko zanim wpadnie tata...- słyszałam szybkie kroki i odwiedzane okno.
Po moim odkrytym ramieniu rozszedł się powiew chłodnego powietrza, który zmusił mnie do poprawienia kołdry.
Próbowałam zasnąć, ale Sahara jaka panowała w moich ustach spowodowała, że musiałam wstać. Usiadłam na łóżku, wzięłam telefon do ręki w celu sprawdzenia godziny. 7:23 czy moja mam powariowała?! Jest sobota, a ona budzi mnie o siódmej?! Na ekranie widniała jeszcze jedna wiadomość:

Od: Sebuś XD
Dobranoc księżniczko ❤
Godzina: 3:41

Aż bardziej zachciało mi się wrócić do życia. Mozolnie wyszłam z pokoju, kierując się w stronę kuchni. Wypiłam dwie szklanki wody. Tego potrzebowałam. W pokoju rodziców słyszałam krzątaninę, postanowiła zobaczyć co tam się dziej, a przy okazji przywitać domowników.
- Cześć wszystkim.- uśmiechnęłam się opierając o futrynę
- Ktoś tu nieźle wczoraj świętował.- zaśmiał się mój tata. Pewnie się domyśla, że piłam, ale o dziwo nie był zły.
- Ta... Trochę.- prychnęłam śmiechem przypominając sobie wczorajszą ucieczkę przed policją
- Idź się do końca spakować. Wyjeżdżamy o 10.- uśmiechnęła się mama. Opuściłam pomieszczenie i skierowałam się do łazienki.
- Najpierw długa kąpiel!- pomyślałam
Po porannej toalecie zjadłam śniadanie i zrobiłam to, o co prosili mnie rodzice. Właśnie przyjechał samochód, który ma zabrać nasz rzeczy do nowego domu. Napisałam do Sebastiana, że wyjeżdżamy o 10, ale nie dostałam żadnej odpowiedzi. No tak... kto normalny w sobotę nie śpi o 8.
Dochodziła już godzina naszego wyjazdu, a Seba dalej nie przyszedł się pożegnać. Ostatni raz spojrzałam na nasze mieszkanie i ze smutkiem wyszłam zamykając za sobą drzwi. Rodzice czekali już tylko na mnie. Potulnie wsiadłam do samochodu. Powoli ruszyliśmy. Odwróciłam głowę, by zapamiętać moją okolicę. Zobaczyłam, że ktoś za nami biegnie. Bez wachania krzyknęłam do taty:
- Zatrzymaj samochód!
Migiem z niego wysiadłam i ruszyłam na przeciw chłopakowi.
- Myślałam, że nie przyjdziesz...- rzuciłam się w jego ramiona

poniedziałek, 29 lutego 2016

Rozdział 2

Nie. Nie. Nie. Tak nie może być. Tyle czasu nie było między nami nic, a właśnie wtedy, kiedy moje życie ma się zmienić o 180 stopni on mi wyznaje miłość...
- Już długo chciałem ci o tym powiedzieć, ale bałem się, że mnie wyśmiejesz albo, że zepsuje tym naszą znajomość.- powiedział ściszonym głosem.
- Nawet nie wiesz jak długo czekałam, aby usłysześć to z twoich ust.- wtuliłam się w niego.
- Moja Alicja.- pocałował mnie czoło. Serce mi pękało na myśl, że będą nas dzieliły setki kilometrów. Powiem mu na końcu dnia. Tak, to będzie dobry pomysł. Nie mogę psuć tak wspaniałego momentu.
- No gołąbeczki, musimy sie zwijać na apel.-wypuściła dym z ust rzucając niedopałek na ziemię.
Jak to na ostatnim apelu, radość i płacz jednocześnie.
Wyszłyśmy z budynku szkoły po czym przystanęłam przy pobliskiej ławce.
- Chodź już.- powiedziała moja przyjaciółki ciągnąć mnie za rękę.
- Czekaj, jeszcze nie wyszedł.- odrzekłam nie dając się ruszyć z miejsca. Gdy wreszcie dołączył do nas mój ukochany, wszyscy razem wyszliśmy za bramy szkoły.
- Jakieś plany?- zapytał
- Co wy na to, żeby na początku się trochę znieczulić?- Cała Miśka... Nigdy nie przepuści okazji żeby się napić.
- Dawaj! Raz się żyję.- zaskoczyła mnie jego odopwiedź. Zawsze był przeciwny piciu i paleniu a teraz... Może chce nam w pewniej sposób dorównać? Sama nie wiem.
Tak więc poszliśmy do najbliższych delikatesów. Moja przyjaciółka nie wyglądała na 16 lat więc bez problemów udało jej się kupić alkohol. Teraz naszym celem był stary park, do którego nie przychodziło wiele osób. Usiedliśmy na ławce zasłoniętej z jednej strony przez rosnące drzewa. Miśka podała mi wcześniej rozpoczętą buteleczkę wódki. Napiłam się łyka i puściłam trunek w obieg.
- Patrzcie co jeszcze mam.- triumfalnie ze swojej pojemnej torebki wyciągnęła szklaną lufkę i mały zwitek.
- O stara... Skąd to masz?- zrobiłam wielkie oczy, choć znałam odpowiedź. Przyjaciółka napchała trochę zioła i dała mi, jako pierwszej.
- Za koniec roku!- lekko krzyknęła stukając się z Sebastianem o prawie skończoną butelkę, nową, dopiero co otwartą. Ja w tym czasie zaciągnęłam się dymem i podałam dalej. Seba chwilę się wahał, ale patrzyłam na niego cały czas, co chyba zmusiło go do spróbowania.
- Jak wy możecie to palić?!- zakasłał kilka razy, śmiejąc się przy tym- W dodatku to strasznie śmierdzi!
- Marysia pachnie, a nie śmierdzi.- skarciła go Miśka zabierając od niego lufkę. Widać było po chłopaku że nigdy niczego nie palił. Niesamowicie mnie to bawiło, choć jeszcze wcale mnie  nie złapało.
- Jeszcze raz?- zapytała przyjaciółka wskazując wzrokiem na zwitek.
- Dawaj.- rzekłam śmiało. Teraz obydwie miałyśmy fazę, śmiałyśmy się jak głupie z byle czego.
- Choć tu do mnie.- Sebastian wyciągnął ręce w moją stronę. Prychnęłam śmiechem i zrobiłam to o co prosił. Usiadłam na jego kolanach, przodem do niego, zarzuciłam mu ręce na szyję i patrzyłam w jego małe oczy. Nagle bez powodu zaczęłam się głośno śmiać. Po chwili wszyscy dołączyli do mnie. Chłopak zmusił mnie, abym się uciszyła składając na moich ustach długi pocałunek. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, lustrowałam jego twarz, tak jakbym chciała się doszukać czegoś nadzwyczajnego.
- yyy... Gołąbeczki chyba musimy się zwijać! Przyjaciółki idą.- wskazała na zbliżających się policjantów. Zapakowaliśmy wszystko do torebki Miśki i zaczęliśmy spokojnie iść przed siebie. Pieski chyba spostrzegli, że coś jest nie tak bo zaczęli krzyczeć żebyśmy się zatrzymali, ale my nie mieliśmy takiego zamiaru. Klepnęłam Sebastiana w ramie na znak żeby zaczął biec. To nie pierwszy raz kiedy goni nas policja więc wiedziałyśmy co robić, aby ich zgubić.
Po wyczerpującym biegu zatrzymaliśmy się pomiędzy dwoma starymi blokami, gdzie nie mieszkało dużo osób. Chłopak rzucił mi się w ramiona mówiąc:
- Dziewczyno.. Co ty ze mną robisz.. – w zamian za to, że się postarał dostał mokrego buziaka w policzek.
Usiedliśmy na suchym piasku i skończyliśmy pić. Sebastian wstał, wziął leżącego nieopodal gwoździa i zaczął wydzierać coś w starym, blokowym tynku.
- Co robisz?- podeszłam do niego lekko chwiejnym krokiem i przytuliłam go od tył.
- Zobaczysz.-Stałam za nim i patrzyłam co takiej chce napisać. Po chwili ukazało się serce.- A + S – powiedział dumnie.
- Słuchaj... Jest coś o czym muszę ci powiedzieć.

czwartek, 25 lutego 2016

Rozdział 1

Nadszedł dzień w którym zobaczę swój nowy dom zaprojektowany przez mojego ojca, ale najpierw koniec roku szkolnego i pożegnanie ze starym życiem.
Otwieram oczy, wyłączam budzik, wstaję. Godzina 6:30. Zabieram przygotowany strój jakim jest czarna, lekko rozkloszowana sukienka na ramiączkach i idę. Idę do łazienki gdzie przemywam twarz zimną wodą. Budzę się do życia. Wykonuje podstawowe czynności, ubieram sukienkę, maluje się, wychodzę. Wracam do pokoju, gdzie kręcę w lekkie loki swoje długie brązowe włosy.
- Alcja! Śniadanie na stole!- wyciąga mnie z transu głos mamy. Biorę głęboki wdech i wychodzę z pokoju. Wychodze myśląc: dziewczyno, to jest ostatni dzień z tymi ludźmi. Weź sie w garść i spędź ten czas najlepiej jak potrafisz.
- Hej mamo.- zwracam się do mojej rodzicielki.
- Dzień dobry skarbie.- tu uśmiechając sie, podsunęła mi miskę z płatkami owsianymi, jogurtem i owocami.- Jak tam?
- Chyba wszystko dobrze.
- Nie martw się tak, tam też będzie fajnie.- objęła mnie ramieniem - ale teraz się pośpiesz, bo się spóźnimy.

~~~

Zanim dojechałyśmy do szkoły nabrałam jakby troche lepszego humoru. Pożegnałam się z mamą by za raz przywitać moją przyjaciółkę.
- Hej. - powiedziała wtulając się we mnie.
- Hej. Idziemy?- zapytałam, przykładając dwa palce do ust, udając, że trzymam tam papierosa. Poszłyśmy kawałek za szkołę.
- Daj spokój stara. Rozchmurz się trochę. Będę do ciebie przyjeżdżać w weekendy.
- Wiem, ale jakoś mnie to chyba przerasta. Tutaj było wszystko idealnie, teraz to co sobie poukładałam przewróci się jak domek z kart. Od tak...
- Niby tak, ale zobaczysz, tam też będzie fajnie. Obiecuję ci, że będzie dzwonić.- widzała, iż taka gadka do mnie nie przemawia.- Ohh.. Wiedziałam, że tak będzie. Patrz co mam.- wyciągnęła z torebki którą miała, małą butelkę wódki.
- Jesteś genialna.- prychnęłam śmiechem. Skończyłyśmy fajkę i napiłyśmy się łyka. Chyba tego w tym momencie potrzebowałam.
- Nie mogę stara. Daj jeszcze jednego szluga.- wyciągnęłam to, o co prosiła i oparłam się o ścianę budynku. Odwróciłam głowię i kogo zobaczyłam? No oczywiście moją miłość. Szedł śmiejąc się z kolegami, ale kiedy mnie zobaczył, przestał z nimi rozmawiać i zaczął iść w moim kierunku.
- Cześć Alicja. Możemy pogadać?- zwrócił się do mnie. Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, dlatego nie bardzo wierzę w przyjaźń damsko męską, bo i tak wychodzi, że dziewczyna zakochuje się w towarzyszu. Odeszliśmy kawałek od Miśki- mojej przyjaciółki.
- Więc?
- Słuchaj...- zrobił krok bliżej mnie.- nie wiem jak zacząć...
- Po prostu mów.- uśmiechnęłam się.
- Dobrze.- to mówiąc położył dłoń na moim policzku, jeszcze chwile lustrował moją twarz, po czy pochylił głowę i pocałował mnie prostu w usta. Najlepsze uczucie jakiegokolwiek doświadczyłam. Nigdy nie miałam chłopaka i nigdy się też nie całowałam. No chyba, że po alkoholu, ale wtedy byłam bardzo pijana i nie wiedziałam co robię. W tym momencie to wszystko się nie liczyło. Nie zajęło mi dużo czasu by nasz usta się schynchronizowały. Kiedy się od siebie odsunęliśmy byłam w lekkim szoku.
- Ja chyba sie w tobie zakochałem.- powiedział zabierając ręce z mojej szyi i talii, które nawet nie wiem kiedy się tam znalazły.


Prolog

Jestem Alicja. Mam 16 lat i właśnie próbuje ułożyć sobie wszystko od początku. To wszystko przez przeprowadzkę, która niedawno miała miejsce w moim życiu. Wcześniej mieszkałam w małym mieście, teraz mieszkam na wsi.
Mój ojciec jest architektem i stwierdził, że potrzebuje więcej spokoju, stąd plan z przeprowadzeniem się. Ja nie miałam wyboru, a moją mamę nie trzymała żadna praca w starej okolicy. Musiałam zostawić swoją najlepsza przyjaciółkę, która swoją drogą dużo mnie nauczyła. To właśnie z nią zapaliłam pierwszego papierosa i wypiłam pierwszy alkohol. Bedzie mi jej bardzo brakowało.
Przeprowadzka ma też swoje plusy, wreszcie zapomnę o chłopaku którego dażyłam uczuciem, niestety nieodwzajemnionym. Próbowałam już wcześniej, ale z czasem wszystko wracało.
Więc to jestem ja, czasem poukładana, chętna do pomocy, lecz również szalona i chwilami zbuntowana Alicja. Zapraszam was do mojego świata.