jeśli zostawisz coś po sobie będę bardzo wdzięczna :)

poniedziałek, 29 lutego 2016

Rozdział 2

Nie. Nie. Nie. Tak nie może być. Tyle czasu nie było między nami nic, a właśnie wtedy, kiedy moje życie ma się zmienić o 180 stopni on mi wyznaje miłość...
- Już długo chciałem ci o tym powiedzieć, ale bałem się, że mnie wyśmiejesz albo, że zepsuje tym naszą znajomość.- powiedział ściszonym głosem.
- Nawet nie wiesz jak długo czekałam, aby usłysześć to z twoich ust.- wtuliłam się w niego.
- Moja Alicja.- pocałował mnie czoło. Serce mi pękało na myśl, że będą nas dzieliły setki kilometrów. Powiem mu na końcu dnia. Tak, to będzie dobry pomysł. Nie mogę psuć tak wspaniałego momentu.
- No gołąbeczki, musimy sie zwijać na apel.-wypuściła dym z ust rzucając niedopałek na ziemię.
Jak to na ostatnim apelu, radość i płacz jednocześnie.
Wyszłyśmy z budynku szkoły po czym przystanęłam przy pobliskiej ławce.
- Chodź już.- powiedziała moja przyjaciółki ciągnąć mnie za rękę.
- Czekaj, jeszcze nie wyszedł.- odrzekłam nie dając się ruszyć z miejsca. Gdy wreszcie dołączył do nas mój ukochany, wszyscy razem wyszliśmy za bramy szkoły.
- Jakieś plany?- zapytał
- Co wy na to, żeby na początku się trochę znieczulić?- Cała Miśka... Nigdy nie przepuści okazji żeby się napić.
- Dawaj! Raz się żyję.- zaskoczyła mnie jego odopwiedź. Zawsze był przeciwny piciu i paleniu a teraz... Może chce nam w pewniej sposób dorównać? Sama nie wiem.
Tak więc poszliśmy do najbliższych delikatesów. Moja przyjaciółka nie wyglądała na 16 lat więc bez problemów udało jej się kupić alkohol. Teraz naszym celem był stary park, do którego nie przychodziło wiele osób. Usiedliśmy na ławce zasłoniętej z jednej strony przez rosnące drzewa. Miśka podała mi wcześniej rozpoczętą buteleczkę wódki. Napiłam się łyka i puściłam trunek w obieg.
- Patrzcie co jeszcze mam.- triumfalnie ze swojej pojemnej torebki wyciągnęła szklaną lufkę i mały zwitek.
- O stara... Skąd to masz?- zrobiłam wielkie oczy, choć znałam odpowiedź. Przyjaciółka napchała trochę zioła i dała mi, jako pierwszej.
- Za koniec roku!- lekko krzyknęła stukając się z Sebastianem o prawie skończoną butelkę, nową, dopiero co otwartą. Ja w tym czasie zaciągnęłam się dymem i podałam dalej. Seba chwilę się wahał, ale patrzyłam na niego cały czas, co chyba zmusiło go do spróbowania.
- Jak wy możecie to palić?!- zakasłał kilka razy, śmiejąc się przy tym- W dodatku to strasznie śmierdzi!
- Marysia pachnie, a nie śmierdzi.- skarciła go Miśka zabierając od niego lufkę. Widać było po chłopaku że nigdy niczego nie palił. Niesamowicie mnie to bawiło, choć jeszcze wcale mnie  nie złapało.
- Jeszcze raz?- zapytała przyjaciółka wskazując wzrokiem na zwitek.
- Dawaj.- rzekłam śmiało. Teraz obydwie miałyśmy fazę, śmiałyśmy się jak głupie z byle czego.
- Choć tu do mnie.- Sebastian wyciągnął ręce w moją stronę. Prychnęłam śmiechem i zrobiłam to o co prosił. Usiadłam na jego kolanach, przodem do niego, zarzuciłam mu ręce na szyję i patrzyłam w jego małe oczy. Nagle bez powodu zaczęłam się głośno śmiać. Po chwili wszyscy dołączyli do mnie. Chłopak zmusił mnie, abym się uciszyła składając na moich ustach długi pocałunek. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, lustrowałam jego twarz, tak jakbym chciała się doszukać czegoś nadzwyczajnego.
- yyy... Gołąbeczki chyba musimy się zwijać! Przyjaciółki idą.- wskazała na zbliżających się policjantów. Zapakowaliśmy wszystko do torebki Miśki i zaczęliśmy spokojnie iść przed siebie. Pieski chyba spostrzegli, że coś jest nie tak bo zaczęli krzyczeć żebyśmy się zatrzymali, ale my nie mieliśmy takiego zamiaru. Klepnęłam Sebastiana w ramie na znak żeby zaczął biec. To nie pierwszy raz kiedy goni nas policja więc wiedziałyśmy co robić, aby ich zgubić.
Po wyczerpującym biegu zatrzymaliśmy się pomiędzy dwoma starymi blokami, gdzie nie mieszkało dużo osób. Chłopak rzucił mi się w ramiona mówiąc:
- Dziewczyno.. Co ty ze mną robisz.. – w zamian za to, że się postarał dostał mokrego buziaka w policzek.
Usiedliśmy na suchym piasku i skończyliśmy pić. Sebastian wstał, wziął leżącego nieopodal gwoździa i zaczął wydzierać coś w starym, blokowym tynku.
- Co robisz?- podeszłam do niego lekko chwiejnym krokiem i przytuliłam go od tył.
- Zobaczysz.-Stałam za nim i patrzyłam co takiej chce napisać. Po chwili ukazało się serce.- A + S – powiedział dumnie.
- Słuchaj... Jest coś o czym muszę ci powiedzieć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz